Marzenia są czymś wspaniałym, to one dają nadzieję...
czwartek, 9 czerwca 2016
6.
Od incydentu z rodzicami minął tydzień. Razem z Bartkiem dużo o tym rozmawialiśmy i postanowiliśmy, że damy sobie na razie z tym spokój. Wiedziałam jednak, iż czeka mnie z nim jeszcze jedna rozmowa. Do przyjazdu Zbyszka było jeszcze dwie godziny, mały Bartman układał puzzle, a ja postanowiłam poczytać jakąś książkę. Niestety nie było mi dane doczytać nawet pierwszego rozdziału bo wszedł Bartek. No to teraz się zacznie- pomyślałam.
-Młody, idź zobacz czy cię w kuchni nie ma. -zaczął. Nikodem posłusznie pobiegł, choć pewnie nie do kuchni, a do Natalii. Mój brat zaczął chodzić po pokoju i oglądać książki, które stały na półce. Spojrzałam na niego jak na wariata, a on zaczął:
-No dobra zostaliśmy sami więc..
-Zaczniesz kazanie. -przerwałam mu, a on spojrzał z mordem w oczach.
-Więc chciałbym z tobą porozmawiać. O niejakim Zbigniewie B.
-Mówisz o nim jak o przestępcy.- zaśmiałam się.
-Czy możesz mi chociaż jeden raz nie przerywać?! -miałam już odpowiedzieć, ale mnie uprzedził - dobra nie odpowiadaj. No to ten. Mówisz, że go kochasz? -przytaknęłam -Jesteś tego pewna w stu, a nawet dwustu procentach? Ty wiesz, że to się kiedyś wyda, że nie możesz ukrywać tego w nieskończoność?
-Tak wiem, ale... Co mam zrobić, podejść i powiedzieć "kocham cię Zbyszek, bądźmy ze sobą już do końca życia"?
-Nie no nie przesadzajmy z tym do końca życia bo się chłopak wystraszy.- zaśmiał się, za co oberwał. I w ten sposób rozpętała się między nami wojna na poduszki. Nagle w drzwiach stanął on, mój ideał.
-Ekm. Nie chcę wam dzieciaczki przeszkadzać, ale musimy już jechać.- Zbyszek zabrał torby do samochodu. Kiedy wychodziłam wybiegł za mną Kurek krzycząc na całe osiedle żebym założyła kurtkę, bo przecież koniec listopada.
-Opiekuńczego masz braciszka, nie powiem, że nie. A tak w ogóle to jak powiedziałem rodzicom, że będziesz to bardzo się ucieszyli. Myślą, że my...
-Że jesteśmy razem?
-Gorzej, zaręczyliśmy się. Nawet nie dali mi wytłumaczyć, i mama podobno już ma naszykowane dla ciebie katalogi z sukniami ślubnymi. - gdy zobaczył moją minę wyszczerzył się.
-No i co suszysz zęby głąbie jeden -Nikodem spał więc mogłam sobie pozwolić na małe wyzwiska.-Masz to wszystko odkręcić.
Kolejne kilka godzin spędziliśmy na cichym nuceniu piosenek z radia. Gdyby nie to, że z tyłu spał nasz syn, Bartman darłby ryja na całe okolice. W pewnym momencie usłyszeliśmy, że najmłodszy z naszego grona obudził się i nie czekając zadał pytanie.
-A czemu my nie mieszkamy razem, we trójkę? Tato?
-Wiesz no bo... tak wyszło, na razie jesteś za mały żeby to zrozumieć. Ale kiedyś ci to wytłumaczymy.
W samochodzie zapanowała cisza. Na szczęście chwilę później byliśmy na miejscu. Nikodem pobiegł od razu przywitać się z dziadkami, a ja z Zibim 'kłóciłam się", że przecież nic mi się nie stanie jak wezmę jedną torbę.
-Marcysia! Jak my się dawno nie widzieliśmy. -przytulił mnie pan Leon. Zbyszek wykorzystał sytuację, zabrał mi torbę i uciekł. Pani Jadwiga zawołała nas na kolację. Kiedy skończyliśmy padły słowa, które wbiły mnie w ziemię.
-Tak się cieszę, że znowu jesteście razem. Planujecie już datę ślubu? - spojrzałam na Zbyszka, a on na mnie.
- Mamo bo... my nie jesteśmy razem.
-O mój Boże, pewnie źle cię synku zrozumiałam.Przepraszam was. Jest tylko jeden problem. Ja wam przygotowałam jeden pokój, bo jutro przyjeżdża Kasia.
-Nic nie szkodzi, poradzimy sobie. -Bartman znowu zaczął się głupio cieszyć. A mi się nie uśmiechało spać z nim w jednym łóżku.
Kiedy już byłam gotowa by odpłynąć w Krainy Morofeusza stało się coś czego nigdy bym się nie spodziewała....
**********************
No to jestem z kolejnym rozdziałem :D
Jakiś krótki wyszedł(tak jak wszystkie inne ale cii)
Jak myślicie, co takiego się wydarzyło? :D
niedziela, 8 maja 2016
5.
Weszłam, a raczej wbiegłam z Nikodemem do domu.
Nigdzie nie było Bartka ani Natalii. Zaczęliśmy się pakować.
tzn. ja pakowałam ubrania, Niko zabawki. Kiedy kończyliśmy
usłyszałam za sobą głos
-A gdzie państwo się wybierają? -zapytał z
udawaną złością Bartosz.
-Wujku jadę na weekend do dziadków do Warszawy,
razem z tatą i mamą super no nie?
-No pewnie, że super! Słuchaj, ciocia ma w kuchni
pyszne ciasto leć do niej, a ja pogadam z mamą.
No świetnie. Kolejne kazanie starszego i
"mądrzejszego" brata -pomyślałam.
-Marcela znowu się w to pakujesz? Nie mam nic do
Zbyszka, ale nie pamiętasz co było kilka lat temu? Znowu się
zakochasz i.. - nie dokończył bo mu przerwałam.
-Bartek, ale ja go kocham cały czas. Nigdy nie
przestałam. Ale on mnie nie kocha, łączy nas tylko Nikodem.
-Dobra, dobra ty myślisz, że ja nie wiem jak on na
ciebie patrzy?
-Bartek wydaje ci się.- już miał i odpowiedzieć,
ale przerwała nam Natalia oznajmując, iż ktoś przyszedł.
Weszliśmy do salonu i zdębiałam, tak samo
jak i Bartek. Przed nami stali nasi rodzice..
-Czego tu szukacie?! -spytał lekko podenerwowany
mój brat.- Nikodem idź do pokoju.- polecił, a mały przerażony
całą sytuacją posłusznie poszedł.
-To nasz wnuk? -spytała moja matka.
-Nie, to nie jest wasz wnuk. To syn Marcysi. Ale nie
jest waszym wnukiem, tak samo jak my nie jesteśmy już waszymi
dziećmi.-Kurek był coraz bardziej zdenerwowany, Natalia ulotniła
się, a ja nadal stałam zszokowana.
-Mamy nadzieję, że jesteście szczęśliwi.
-Owszem, jesteśmy..Bez was.
-Bartuś, kochanie wybaczcie nam.
-Wybaczcie?! Zdajesz sobie sprawę o co ty nas
prosisz? Olaliście nas 10 lat temu. Tak po prostu wyjechaliście.
Wiecie ile przeżyłem ja, a co dopiero Marcysia?! Nie było was,
kiedy najbardziej byliście potrzebni. Dla nas nie istniejecie.Co
wy... - kolejny raz dzisiejszego dnia Bartosz nie mógł skończyć
swojej wypowiedzi, bo znów ktoś zadzwonił do drzwi. Poszłam
otworzyć. Był to Zbyszek.
-Jak dobrze, że jesteś, Bartek tu zaraz wszystko
rozniesie, moi rodzice wrócili.- szepnęłam i szybko streściłam
Bartmanowi całą sytuację. Kiedy weszliśmy do salonu przywitał
się.
-Marcysia powiedz coś. Wybaczysz nam, chociaż ty?
-Ja...przepraszam, ale nie potrafię. - w tym
momencie wyszedł Nikodem. Przywitał się z tatą i
zawstydzony schował się za nim szepcząc, że on nie zna tych
państwa i nie chce żeby denerwowali wujka. Moi rodzice, w który
już dawno przestałam wierzyć próbowali rozmawiać z moim
synem,ale był nieugięty. W końcu nosił nazwisko Bartman.Po
dłuższej chwili, i kilkunastu groźnych spojrzeniach Bartosza,
państwo Kurek opuścili nasz dom. Nikt nie miał wtedy głowy, żeby
zapytać skąd mają nasz adres. Razem z Zibim postanowiliśmy
przełożyć nasz wyjazd na następny tydzień. A ja wiedziała, że
na pewno jeszcze kilka razy Bartek będzie mnie uprzedzał, żebym
nic głupiego i wbrew swojej woli nie zrobiła.
*************************
Hej! Witam was ponownie ;)
No cóż... chyba nikt się nie spodziewał takiego obrotu sprawy...
Jak myślicie, czy Bartek i Marcysia powinni chociaż spróbować wybaczyć rodzicom?
wtorek, 3 maja 2016
4.
*4 miesiące późnej*
-No weźże mi powiedz -odkąd ja i Zbyszek dowiedzieliśmy się, że Nikodem podsłuchiwał mnie i Natalię nie daje mi spokoju.
-Boże, jaki ty jesteś irytujący. Nie powiem ci o czym rozmawiałyśmy. To jest moja sprawa.
-Ale gadałyście o mnie. I powinienem...
-Mama powiedziała, że za tobą szaleje czy coś.-wtrącił się nasz syn.
-Nikodem!
-Na prawdę tak jest?- spytał zdziwiony Bartman.
-Oczywiście, że nie.
-Mamo, a mówiłaś, że nie wolno kłamać.
Dzieci czasem za dużo mówią. Okazało się, iż naszą rozmowę 'przypadkiem' słyszała Aśka. Pokłóciła się o to ze Zbyszkiem, który przejrzał na oczy i zerwał z nią o czym mnie poinformował. Cała w skowronkach weszłam do salonu fryzjerskiego.
-Co ty taka zadowolona?-spytała Gabrysia.
-Zbyszek zerwał z wiedźmą.
-No, to niedługo będziesz panią Bartman?
-Przecież mu na mnie nie zależy. Łączy nas tylko Nikodem.
-No jasne. Ciekawe kto w ostatnim czasie przebywał więcej ze Zbyszkiem. Ty czy Aśka?
-To o niczym nie świadczy. Po prostu Zbyszek potrzebował wsparcia, którego Aśka nie potrafiła mu dać.
Po skończonej pracy zabrałam ze szkoły Nikodema. Po drodze spotkaliśmy nie kogo innego jak Bartmana. Poszliśmy na krótki spacer. Rozmawialiśmy trochę o tym co było, o siatkówce, nawet o Michalskiej, gdy ni stąd i zowąd Zbyszek wypalił:
-Pojedźmy na wakacje, we troje...
-W listopadzie? Jest zimno, poza tym nasz syn ma szkołę.
-No to chociaż na weekend, do moich rodziców, co ty na to? Wiedziałem, że się zgodzisz!-pocałował mnie w policzek
-A-alle
-No to ja do nich zadzwonię a wy się pakujcie. Wyjeżdżamy w piątek po południu.
-Ale jak to! Przecież jutro jest piątek, Zbyszek! -nie usłyszał, bo pobiegł pożegnać się z synem.
***********
No hej! Ciekawe czy ktokolwiek pamięta tego bloga?
niedziela, 18 października 2015
3.
Weszłam do domu trzaskając drzwiami.
-Nie strzelaj! Ja nie chciałem zjeść tych ciastek! -rzucił się na kolana przede mną nie kto inny jak mój nienormalny brat. Ale mi nie było wcale do śmiechu.
-Możesz przestać się wygłupiać? Wy wszyscy jesteście tacy sami. Potraficie sobie tylko żartować. A jak chodzi o wasze dziecko to macie wszystko w dupie. -los chciał, że moją złość wyładowałam na Bartku.
-Jeju, siostra co się stało?
-To się stało, że szanowny pan Bartman ma w dupie to, że jego Aśka naopowiadała takich głupot jego synowi. Powiedział, że jak każde dziecko ma dużą wyobraźnię.
-Za dużo"że" w jednym zdaniu. Ale pomijając to... zabiję go.- Kurek zaczął się śmiać jakby był chory psychicznie. W sumie to był...
-Z czego rżysz? -spytała Natalia.
-Po prostu zabiję go za to, że wygaduje takie głupoty. Jadę do niego. -już miał łapać za kluczyki. Na szczęście jego narzeczona wykazała się większym sprytem i zabrała mu je sprzed nosa.
-Nigdzie nie pojedziesz. Nikogo nie pobijesz. Jutro masz zgrupowanie. Kurek spać!
-Ale jest dopiero 17.
-No i co z tego? Jutro rano wyjeżdżasz i nie życzę sobie, żeby znowu mi się Nowakowski od 4 rano tłukł po domu. - zanosiło się na kłótnię, ulotniłam się najszybciej jak się dało. Poszłam do pokoju Nikodema. Układał puzzle, które kupił mu Zbyszek i obiecał, że razem ułożą. Jak zwykle tylko obiecał. Marcyśka, jak ty mogłaś zajść w ciążę z takim idiotą. I na dodatek nadal go kochasz, głupia.
-Mamo, kto jest głupi?- z rozmyśleń wyrwał mnie mój mały skarb.
-Co?
-Powiedziałaś "głupia."
-Zamyśliłam się wiesz. -uśmiechnęłam się lekko.
-A o czym myślałaś?
-O książce. -nie ma to jak kreatywna odpowiedź. Nie mogłam mu powiedzieć prawdy, nie zrozumiałby. Nagle usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Wyszłam z pokoju, w salonie siedziała zapłakana Natalia.
-Co się stało?
-Znowu się pokłóciliśmy. Bo za każdym razem jak Bartek jedzie na zgrupowanie i przyjeżdża Piotrek to tłuką się obaj po domu, i się spać nie da. Powiedziałam mu, żeby zachowywali się ciszej chociaż tym razem. A on powiedział, że jak zwykle mam jakieś problemy. I poszedł oczywiście do Piotrka. Czasem mam wrażenie, że on ślub będzie brał z nim, a nie ze mną.
-Faceci to idioci. A my głupie ich kochamy.
-Nadal szalejesz za Zbyszkiem?
-Ja można za nim nie szaleć? Ale i tak jest idiotą. - powiedziałam z uśmiechem. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że mały Bartman nas podsłuchiwał...
__________________________________________
Hej, hej :D Kolejna długa przerwa....
Tak sobie, myślałam i wymyśliłam, że na jednym i drugim blogu( link) będę pisała po prostu krótsze rozdziały. Może wtedy będę dodawała je częściej...
Pozdrawiam <3
piątek, 25 września 2015
2.
-Gabi, ty chyba miałaś kawę sobie zrobić. Ja bardzo chętnie się zajmę naszą klientką.-uśmiechnęłam się do przyjaciółki. Aśka siadła na fotelu.
-To jaki blond dziś robimy?
-Taki jak zawsze. -uśmiechnęła się. No miałam ochotę ją zabić. -Ała, co ty robisz!- ups, chyba 'niechcący' za mocno zawiązałam jej fartuch. To, że był wiązany na szyi to szczegół.
-Jejku przepraszam. Zamyśliłam się.- udałam skruszoną. Nałożyłam Michalskiej farbę. Po kilku minutach Gabrysia zmyła zawiesinę(?) z jej głowy. Kiedy płaciła znów zaczęła się mnie czepiać. Tym razem chodziło jej o mojego syna.
-Nie rozumiem. Kto o zdrowych zmysłach chce dać dziecku na drugie imię Julian.
-Na przykład twój chłopak. -no przesadziła. Nie powinna się wtrącać w sprawy, które dotyczą Nikodema.
-Zbyszek? Mój króliczek? Nie wierzę.- Anastazja słysząc określenie "mój króliczek" parsknęła śmiechem.
-No widzisz. A jednak. Twój króliczek, kaczuszka, misiaczek czy jak ty go tam nazywasz, chciał Juliana. A teraz z łaski swojej wyjdź, bo nie chcę na ciebie patrzeć. I nie wtrącaj się, w sprawy, które tyczą się Nikodema. To sprawy moje i Zbyszka. -syknęłam.
-A skąd ta pewność, że to syn Zbyszka? Od pięciu lat próbuję go namówić na badanie DNA.
-Przesadziłaś. Nie masz prawa osądzać mnie o takie rzeczy!- krzyknęłam. Rozmowa toczyłaby się dalej gdyby nie to, że odwiedziła nas Katarzyna. Nasza szefowa. Opowiedziałam jej co się wydarzyło i wzięłam kilka dni wolnego. Wiedziałam, że Aśka będzie teraz przychodzić tu codziennie żeby mi dopiec.
Weszłam do domu i przywitałam się z Natalią. Na szczęście Bartka gdzieś wywiało. Pewnie jak zwykle siedział u Nowakowskiego. W każdym razie mogłam w spokoju opowiedzieć przyszłej pani Kurek o tym co się wydarzyło.
-I powiedziała, że od pięciu lat próbuje namówić go na badania DNA.-zakończyłam swoją wypowiedź.
-Nie wierzę.
-W co nie wierzysz?- wyrósł jak spod ziemi mój brat.
-Nie interesuj się, bo kociej mordki dostaniesz.-pokazałam mu język.
-Ty młoda.-pokazał na mnie palcem.-się nie odzywaj. Więc w co nie wierzysz?
-Że kończy ci się wolne i już jutro wracasz do Spały.
-Zawsze możesz jechać ze mną. Lasów jest tam dużo, na pewno znajdziesz sobie wygodne drzewo do spania.- pewnie zaczęliby się 'kłócić' gdyby nie to, że do domu wpadł zapłakany Nikodem.
-Co się stało? -spytałam przytulając małego.
-Bo tata musiał gdzieś iść, no i ciocia Asia powiedziała, że mnie odwiezie do domu, i powiedziała, że tata nie jest moim tatą.
-No ona sobie chyba żartuje. -tego było za wiele. Zostawiłam Nikodema pod opieką Bartosza i Natalii, a sama udałam się do parku. Tam miałam spotkać się z Bartmanem.
-Co jest? Coś z Niko?
-Powiedz swojej żabce, myszce, kaczuszce czy jak ty ją nazywasz żeby się odczepiła raz na zawsze od mojego dziecka.
-To jest też mój syn.
-No właśnie. Przed chwilą twój syn, podkreślam twój zwątpił, że jesteś jego ojcem.Nie przerywaj mi -powiedziałam gdy ten już otwierał usta.- Aśka odwiozła go do domu. Wykorzystała to i powiedziała mu, że nie jesteś jego tatą.
-Kłamie.
-Ty chyba żartujesz! Wolisz wierzyć jej niż swojemu dziecku?
-Dzieci mają bujną wyobraźnię. Mógł sobie coś wymyślić. -nie wierzyłam w to co mówił Zbyszek. Wsiadłam do samochodu i odjechałam jak najszybciej, dalej nie mogąc uwierzyć w słowa Bartmana.
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
Hej, hej, hej. Pamięta ktoś jeszcze tego bloga?
Dawno mnie nie było, ale mojej pani od matmy odbiło i czasem nie miałam czasu nawet spojrzeć na laptopa.
Mam nadzieję, że spodoba wam się chociaż trochę ;)
Pozdrawiam <3
sobota, 22 sierpnia 2015
1.
-Nikodem, tata przyjechał!- krzyknęłam. Po chwili obok drzwi zjawił się mój mały skarb. W sumie nie taki mały bo ma już prawie 5 lat. Jak na swój wiek jest wysoki, pewnie po ojcu. Charakter też ma po nim.
-Hej tato.- przytulił się do Zbyszka. Zaprosiłam Bartmana do środka. Przywitał się z moim bratem i jego narzeczoną. Gdyby nie oni, nie poradziłabym sobie. Z powodu, że była piękna pogoda Zibiemu udało się namówić małego na wyjście.
-Mamo pójdziesz z nami na plac zabaw?
-Nie kochanie, idź z tatą.
-Ale czemu? Wstydzisz się mnie czy co? Ubieraj się. - to nie tak, że wstydziłam się Bartmana. Po prostu bałam się, iż znowu zacznie opowiadać o planach jego i Asi, której nie lubiłam. Ich plany nie były przerażające, ale ja nadal go kochałam. Mimo że minęło 5 lat.
-Źle się czuję, nie dziś. Poza tym zaraz idę do pracy. -uśmiechnęłam się lekko. Wyszli a ja siadłam w salonie obok Bartka.
-Kochasz go, prawda? -szykuje się albo kazanie, albo awantura. Nie wiedziałam co powiedzieć. prawdę, a może skłamać?
-Wiesz, ja się naprawdę źle czuje. Pójdę się położyć. - zbyłam go.
-Marcysia...
-No co?
-Nic. I tak to z ciebie wyduszę. -westchnął, a ja poszłam do pokoju. Musiałam się przygotować na to, iż Bartosz nie da za wygraną. Strasznie mnie denerwował w takich sytuacjach. Kiedy dowiedział się, że jestem w ciąży, niby zaakceptował to. Wiedziałam, że był zły. Oczywiście miał do tego prawo. To nie on powinien się w tedy mną martwić, ale nasi rodzice. Niestety, postanowili zostawić nas i zrobić sobie wieczne wakacje. Na początku miała nadzieję, że wrócą. Bartek nie dawał sobie ze mną rady. Marzyłam o tym, by ich znowu zobaczyć. A podobno marzenia są czymś wspaniałym, bo to one dają nadzieję. Ale z drugiej strony nadzieja matką głupich. Zamyśliłam się i przez to znowu spóźnię się do pracy. Nie wspomniałam, że pracuję jako fryzjerka. Nie jest to mój wymarzony zawód. Czego nie robi się dla dziecka? Oczywiście Zbyszek płaci alimenty, ale przecież to też moje dziecko. Od Bartka nie przyjmuję żadnych pieniędzy bo i tak mi bardzo pomógł wspierając mnie cały czas. Przebrałam się i wyszłam. Na pewno się spóźnię. Po ok 20 minutach byłam na miejscu. Wbiegłam do zakładu kosmetyczno-fryzjerskiego o wdzięcznej nazwie "Kameleon". Pracowałam w nim ja i Gabrysia jako fryzjerki, oraz Anastazja jako kosmetyczka. Nasza szefowa pani Kasia była tylko we wtorki i czwartki do 12. Ze względu na dziecko, które niedawno urodziła nie mogła być z nami codziennie.
***
Dzisiejszy dzień nie należał do tych w którym było pełno klientek. Dzięki temu miałam czas żeby porozmawiać z przyjaciółkami.
-Dziewczyny, Bartek się domyśla. - westchnęłam.
-Jak to? -siadła obok mnie Gabrysia.
-Dziś spytał mnie czy go kocham.
-Nie kochasz swojego brata? - no tak. Oczywiście Anastazja zawsze miała słaby zapłon.
-Czy kocha Zbyszka.-przewróciła oczami Gabi.
-Nie przyznawaj się. Bartek jest nieobliczalny. Może go zabić, albo to zaakceptować, albo wywieźć cię do innego kraju żebyś go nigdy nie spotkała.
-Na prawdę? Nie wiedziałam. -powiedziałam z ironią. Musiałyśmy przerwać rozmowę bo ktoś wszedł do salonu. Niestety to była Michalska...Dziewczyna ojca mojego syna. Brzmi dość dziwie.
-O Asia! Widzę, że jesteś zapisana na farbowanie.-powiedziałam spoglądając do kalendarza. Miałam ochotę 'niechcący" pomylić farby i zrobić krzywdę jej włosom.
-Ja się tobą zajmę. -uśmiechnęła się sztucznie Żakówna. No czemu ja nigdy nie mogę się nią zająć?
||||||||||||||||||||||
Jezuu jak ja poszalałam z długością XD
W sumie to nie wiem co napisać więc oddaję 1 rozdział w wasze ręce ;)
wtorek, 11 sierpnia 2015
Prolog
15.01.2010r.
Stoję
i przerażona patrzę na bójkę mojego przyjaciela i brata.
-Bartek
zostaw Zbyszka- płaczę ściskając w ręku test ciążowy na
których widnieją dwie czerwone kreski. Rozdzielać musieli ich
koledzy z drużyny. Sama do końca jeszcze nie wierzę, że zostanę
matką. W końcu mam dopiero 19 lat. Całe życie przed sobą. Bartosz to mój brat, zastępuje
mi również ojca i matkę, którzy przed czterema laty wyjechali na
wakacje i już nie wrócili. Kilka miesięcy po ich zniknięciu
dostaliśmy od nich list, a raczej liścik.
"Nie szukajcie nas. Nigdy się nie zobaczymy."
-Dobra,
przepraszam.-Kurek wyciągnął rękę w stronę Bartmana.-Ale nie
rozumiem jednego. Ty nie kochasz jej, a ona ciebie-mylisz się
bracie, kocham go.-jesteście przyjaciółmi, czemu wy..
-Sam
nie wiem.-powiedział Zbyszek. Mam tylko nadzieję, że nie oleje
naszego dziecka i będzie przy porodzie.
10.10.2010r.
Nadeszła
ta chwila kiedy wreszcie dostałam na ręce mojego synka.
Bartman
był przy porodzie, a na korytarzu czekała jego dziewczyna Asia.
Bolało mnie to. Ale przecież wiadome było, że nigdy nie będziemy
razem. Najważniejsze jest to, żeby nasz syn miał ojca. Nie ważne
czy będzie mieszkał z nami czy na końcu świata.Ważne żeby
utrzymywał z nim kontakt.
||||||||||||||||||||||||||||||||||
Właśnie
przeczytaliście najdłuższy prolog w historii internetu XD
Mam
nadzieję, że się spodoba.
Pozdrawiam
<3
Subskrybuj:
Posty (Atom)