sobota, 22 sierpnia 2015
1.
-Nikodem, tata przyjechał!- krzyknęłam. Po chwili obok drzwi zjawił się mój mały skarb. W sumie nie taki mały bo ma już prawie 5 lat. Jak na swój wiek jest wysoki, pewnie po ojcu. Charakter też ma po nim.
-Hej tato.- przytulił się do Zbyszka. Zaprosiłam Bartmana do środka. Przywitał się z moim bratem i jego narzeczoną. Gdyby nie oni, nie poradziłabym sobie. Z powodu, że była piękna pogoda Zibiemu udało się namówić małego na wyjście.
-Mamo pójdziesz z nami na plac zabaw?
-Nie kochanie, idź z tatą.
-Ale czemu? Wstydzisz się mnie czy co? Ubieraj się. - to nie tak, że wstydziłam się Bartmana. Po prostu bałam się, iż znowu zacznie opowiadać o planach jego i Asi, której nie lubiłam. Ich plany nie były przerażające, ale ja nadal go kochałam. Mimo że minęło 5 lat.
-Źle się czuję, nie dziś. Poza tym zaraz idę do pracy. -uśmiechnęłam się lekko. Wyszli a ja siadłam w salonie obok Bartka.
-Kochasz go, prawda? -szykuje się albo kazanie, albo awantura. Nie wiedziałam co powiedzieć. prawdę, a może skłamać?
-Wiesz, ja się naprawdę źle czuje. Pójdę się położyć. - zbyłam go.
-Marcysia...
-No co?
-Nic. I tak to z ciebie wyduszę. -westchnął, a ja poszłam do pokoju. Musiałam się przygotować na to, iż Bartosz nie da za wygraną. Strasznie mnie denerwował w takich sytuacjach. Kiedy dowiedział się, że jestem w ciąży, niby zaakceptował to. Wiedziałam, że był zły. Oczywiście miał do tego prawo. To nie on powinien się w tedy mną martwić, ale nasi rodzice. Niestety, postanowili zostawić nas i zrobić sobie wieczne wakacje. Na początku miała nadzieję, że wrócą. Bartek nie dawał sobie ze mną rady. Marzyłam o tym, by ich znowu zobaczyć. A podobno marzenia są czymś wspaniałym, bo to one dają nadzieję. Ale z drugiej strony nadzieja matką głupich. Zamyśliłam się i przez to znowu spóźnię się do pracy. Nie wspomniałam, że pracuję jako fryzjerka. Nie jest to mój wymarzony zawód. Czego nie robi się dla dziecka? Oczywiście Zbyszek płaci alimenty, ale przecież to też moje dziecko. Od Bartka nie przyjmuję żadnych pieniędzy bo i tak mi bardzo pomógł wspierając mnie cały czas. Przebrałam się i wyszłam. Na pewno się spóźnię. Po ok 20 minutach byłam na miejscu. Wbiegłam do zakładu kosmetyczno-fryzjerskiego o wdzięcznej nazwie "Kameleon". Pracowałam w nim ja i Gabrysia jako fryzjerki, oraz Anastazja jako kosmetyczka. Nasza szefowa pani Kasia była tylko we wtorki i czwartki do 12. Ze względu na dziecko, które niedawno urodziła nie mogła być z nami codziennie.
***
Dzisiejszy dzień nie należał do tych w którym było pełno klientek. Dzięki temu miałam czas żeby porozmawiać z przyjaciółkami.
-Dziewczyny, Bartek się domyśla. - westchnęłam.
-Jak to? -siadła obok mnie Gabrysia.
-Dziś spytał mnie czy go kocham.
-Nie kochasz swojego brata? - no tak. Oczywiście Anastazja zawsze miała słaby zapłon.
-Czy kocha Zbyszka.-przewróciła oczami Gabi.
-Nie przyznawaj się. Bartek jest nieobliczalny. Może go zabić, albo to zaakceptować, albo wywieźć cię do innego kraju żebyś go nigdy nie spotkała.
-Na prawdę? Nie wiedziałam. -powiedziałam z ironią. Musiałyśmy przerwać rozmowę bo ktoś wszedł do salonu. Niestety to była Michalska...Dziewczyna ojca mojego syna. Brzmi dość dziwie.
-O Asia! Widzę, że jesteś zapisana na farbowanie.-powiedziałam spoglądając do kalendarza. Miałam ochotę 'niechcący" pomylić farby i zrobić krzywdę jej włosom.
-Ja się tobą zajmę. -uśmiechnęła się sztucznie Żakówna. No czemu ja nigdy nie mogę się nią zająć?
||||||||||||||||||||||
Jezuu jak ja poszalałam z długością XD
W sumie to nie wiem co napisać więc oddaję 1 rozdział w wasze ręce ;)
wtorek, 11 sierpnia 2015
Prolog
15.01.2010r.
Stoję
i przerażona patrzę na bójkę mojego przyjaciela i brata.
-Bartek
zostaw Zbyszka- płaczę ściskając w ręku test ciążowy na
których widnieją dwie czerwone kreski. Rozdzielać musieli ich
koledzy z drużyny. Sama do końca jeszcze nie wierzę, że zostanę
matką. W końcu mam dopiero 19 lat. Całe życie przed sobą. Bartosz to mój brat, zastępuje
mi również ojca i matkę, którzy przed czterema laty wyjechali na
wakacje i już nie wrócili. Kilka miesięcy po ich zniknięciu
dostaliśmy od nich list, a raczej liścik.
"Nie szukajcie nas. Nigdy się nie zobaczymy."
-Dobra,
przepraszam.-Kurek wyciągnął rękę w stronę Bartmana.-Ale nie
rozumiem jednego. Ty nie kochasz jej, a ona ciebie-mylisz się
bracie, kocham go.-jesteście przyjaciółmi, czemu wy..
-Sam
nie wiem.-powiedział Zbyszek. Mam tylko nadzieję, że nie oleje
naszego dziecka i będzie przy porodzie.
10.10.2010r.
Nadeszła
ta chwila kiedy wreszcie dostałam na ręce mojego synka.
Bartman
był przy porodzie, a na korytarzu czekała jego dziewczyna Asia.
Bolało mnie to. Ale przecież wiadome było, że nigdy nie będziemy
razem. Najważniejsze jest to, żeby nasz syn miał ojca. Nie ważne
czy będzie mieszkał z nami czy na końcu świata.Ważne żeby
utrzymywał z nim kontakt.
||||||||||||||||||||||||||||||||||
Właśnie
przeczytaliście najdłuższy prolog w historii internetu XD
Mam
nadzieję, że się spodoba.
Pozdrawiam
<3
Subskrybuj:
Posty (Atom)