Weszłam, a raczej wbiegłam z Nikodemem do domu.
Nigdzie nie było Bartka ani Natalii. Zaczęliśmy się pakować.
tzn. ja pakowałam ubrania, Niko zabawki. Kiedy kończyliśmy
usłyszałam za sobą głos
-A gdzie państwo się wybierają? -zapytał z
udawaną złością Bartosz.
-Wujku jadę na weekend do dziadków do Warszawy,
razem z tatą i mamą super no nie?
-No pewnie, że super! Słuchaj, ciocia ma w kuchni
pyszne ciasto leć do niej, a ja pogadam z mamą.
No świetnie. Kolejne kazanie starszego i
"mądrzejszego" brata -pomyślałam.
-Marcela znowu się w to pakujesz? Nie mam nic do
Zbyszka, ale nie pamiętasz co było kilka lat temu? Znowu się
zakochasz i.. - nie dokończył bo mu przerwałam.
-Bartek, ale ja go kocham cały czas. Nigdy nie
przestałam. Ale on mnie nie kocha, łączy nas tylko Nikodem.
-Dobra, dobra ty myślisz, że ja nie wiem jak on na
ciebie patrzy?
-Bartek wydaje ci się.- już miał i odpowiedzieć,
ale przerwała nam Natalia oznajmując, iż ktoś przyszedł.
Weszliśmy do salonu i zdębiałam, tak samo
jak i Bartek. Przed nami stali nasi rodzice..
-Czego tu szukacie?! -spytał lekko podenerwowany
mój brat.- Nikodem idź do pokoju.- polecił, a mały przerażony
całą sytuacją posłusznie poszedł.
-To nasz wnuk? -spytała moja matka.
-Nie, to nie jest wasz wnuk. To syn Marcysi. Ale nie
jest waszym wnukiem, tak samo jak my nie jesteśmy już waszymi
dziećmi.-Kurek był coraz bardziej zdenerwowany, Natalia ulotniła
się, a ja nadal stałam zszokowana.
-Mamy nadzieję, że jesteście szczęśliwi.
-Owszem, jesteśmy..Bez was.
-Bartuś, kochanie wybaczcie nam.
-Wybaczcie?! Zdajesz sobie sprawę o co ty nas
prosisz? Olaliście nas 10 lat temu. Tak po prostu wyjechaliście.
Wiecie ile przeżyłem ja, a co dopiero Marcysia?! Nie było was,
kiedy najbardziej byliście potrzebni. Dla nas nie istniejecie.Co
wy... - kolejny raz dzisiejszego dnia Bartosz nie mógł skończyć
swojej wypowiedzi, bo znów ktoś zadzwonił do drzwi. Poszłam
otworzyć. Był to Zbyszek.
-Jak dobrze, że jesteś, Bartek tu zaraz wszystko
rozniesie, moi rodzice wrócili.- szepnęłam i szybko streściłam
Bartmanowi całą sytuację. Kiedy weszliśmy do salonu przywitał
się.
-Marcysia powiedz coś. Wybaczysz nam, chociaż ty?
-Ja...przepraszam, ale nie potrafię. - w tym
momencie wyszedł Nikodem. Przywitał się z tatą i
zawstydzony schował się za nim szepcząc, że on nie zna tych
państwa i nie chce żeby denerwowali wujka. Moi rodzice, w który
już dawno przestałam wierzyć próbowali rozmawiać z moim
synem,ale był nieugięty. W końcu nosił nazwisko Bartman.Po
dłuższej chwili, i kilkunastu groźnych spojrzeniach Bartosza,
państwo Kurek opuścili nasz dom. Nikt nie miał wtedy głowy, żeby
zapytać skąd mają nasz adres. Razem z Zibim postanowiliśmy
przełożyć nasz wyjazd na następny tydzień. A ja wiedziała, że
na pewno jeszcze kilka razy Bartek będzie mnie uprzedzał, żebym
nic głupiego i wbrew swojej woli nie zrobiła.
*************************
Hej! Witam was ponownie ;)
No cóż... chyba nikt się nie spodziewał takiego obrotu sprawy...
Jak myślicie, czy Bartek i Marcysia powinni chociaż spróbować wybaczyć rodzicom?