czwartek, 9 czerwca 2016
6.
Od incydentu z rodzicami minął tydzień. Razem z Bartkiem dużo o tym rozmawialiśmy i postanowiliśmy, że damy sobie na razie z tym spokój. Wiedziałam jednak, iż czeka mnie z nim jeszcze jedna rozmowa. Do przyjazdu Zbyszka było jeszcze dwie godziny, mały Bartman układał puzzle, a ja postanowiłam poczytać jakąś książkę. Niestety nie było mi dane doczytać nawet pierwszego rozdziału bo wszedł Bartek. No to teraz się zacznie- pomyślałam.
-Młody, idź zobacz czy cię w kuchni nie ma. -zaczął. Nikodem posłusznie pobiegł, choć pewnie nie do kuchni, a do Natalii. Mój brat zaczął chodzić po pokoju i oglądać książki, które stały na półce. Spojrzałam na niego jak na wariata, a on zaczął:
-No dobra zostaliśmy sami więc..
-Zaczniesz kazanie. -przerwałam mu, a on spojrzał z mordem w oczach.
-Więc chciałbym z tobą porozmawiać. O niejakim Zbigniewie B.
-Mówisz o nim jak o przestępcy.- zaśmiałam się.
-Czy możesz mi chociaż jeden raz nie przerywać?! -miałam już odpowiedzieć, ale mnie uprzedził - dobra nie odpowiadaj. No to ten. Mówisz, że go kochasz? -przytaknęłam -Jesteś tego pewna w stu, a nawet dwustu procentach? Ty wiesz, że to się kiedyś wyda, że nie możesz ukrywać tego w nieskończoność?
-Tak wiem, ale... Co mam zrobić, podejść i powiedzieć "kocham cię Zbyszek, bądźmy ze sobą już do końca życia"?
-Nie no nie przesadzajmy z tym do końca życia bo się chłopak wystraszy.- zaśmiał się, za co oberwał. I w ten sposób rozpętała się między nami wojna na poduszki. Nagle w drzwiach stanął on, mój ideał.
-Ekm. Nie chcę wam dzieciaczki przeszkadzać, ale musimy już jechać.- Zbyszek zabrał torby do samochodu. Kiedy wychodziłam wybiegł za mną Kurek krzycząc na całe osiedle żebym założyła kurtkę, bo przecież koniec listopada.
-Opiekuńczego masz braciszka, nie powiem, że nie. A tak w ogóle to jak powiedziałem rodzicom, że będziesz to bardzo się ucieszyli. Myślą, że my...
-Że jesteśmy razem?
-Gorzej, zaręczyliśmy się. Nawet nie dali mi wytłumaczyć, i mama podobno już ma naszykowane dla ciebie katalogi z sukniami ślubnymi. - gdy zobaczył moją minę wyszczerzył się.
-No i co suszysz zęby głąbie jeden -Nikodem spał więc mogłam sobie pozwolić na małe wyzwiska.-Masz to wszystko odkręcić.
Kolejne kilka godzin spędziliśmy na cichym nuceniu piosenek z radia. Gdyby nie to, że z tyłu spał nasz syn, Bartman darłby ryja na całe okolice. W pewnym momencie usłyszeliśmy, że najmłodszy z naszego grona obudził się i nie czekając zadał pytanie.
-A czemu my nie mieszkamy razem, we trójkę? Tato?
-Wiesz no bo... tak wyszło, na razie jesteś za mały żeby to zrozumieć. Ale kiedyś ci to wytłumaczymy.
W samochodzie zapanowała cisza. Na szczęście chwilę później byliśmy na miejscu. Nikodem pobiegł od razu przywitać się z dziadkami, a ja z Zibim 'kłóciłam się", że przecież nic mi się nie stanie jak wezmę jedną torbę.
-Marcysia! Jak my się dawno nie widzieliśmy. -przytulił mnie pan Leon. Zbyszek wykorzystał sytuację, zabrał mi torbę i uciekł. Pani Jadwiga zawołała nas na kolację. Kiedy skończyliśmy padły słowa, które wbiły mnie w ziemię.
-Tak się cieszę, że znowu jesteście razem. Planujecie już datę ślubu? - spojrzałam na Zbyszka, a on na mnie.
- Mamo bo... my nie jesteśmy razem.
-O mój Boże, pewnie źle cię synku zrozumiałam.Przepraszam was. Jest tylko jeden problem. Ja wam przygotowałam jeden pokój, bo jutro przyjeżdża Kasia.
-Nic nie szkodzi, poradzimy sobie. -Bartman znowu zaczął się głupio cieszyć. A mi się nie uśmiechało spać z nim w jednym łóżku.
Kiedy już byłam gotowa by odpłynąć w Krainy Morofeusza stało się coś czego nigdy bym się nie spodziewała....
**********************
No to jestem z kolejnym rozdziałem :D
Jakiś krótki wyszedł(tak jak wszystkie inne ale cii)
Jak myślicie, co takiego się wydarzyło? :D
niedziela, 8 maja 2016
5.
Weszłam, a raczej wbiegłam z Nikodemem do domu.
Nigdzie nie było Bartka ani Natalii. Zaczęliśmy się pakować.
tzn. ja pakowałam ubrania, Niko zabawki. Kiedy kończyliśmy
usłyszałam za sobą głos
-A gdzie państwo się wybierają? -zapytał z
udawaną złością Bartosz.
-Wujku jadę na weekend do dziadków do Warszawy,
razem z tatą i mamą super no nie?
-No pewnie, że super! Słuchaj, ciocia ma w kuchni
pyszne ciasto leć do niej, a ja pogadam z mamą.
No świetnie. Kolejne kazanie starszego i
"mądrzejszego" brata -pomyślałam.
-Marcela znowu się w to pakujesz? Nie mam nic do
Zbyszka, ale nie pamiętasz co było kilka lat temu? Znowu się
zakochasz i.. - nie dokończył bo mu przerwałam.
-Bartek, ale ja go kocham cały czas. Nigdy nie
przestałam. Ale on mnie nie kocha, łączy nas tylko Nikodem.
-Dobra, dobra ty myślisz, że ja nie wiem jak on na
ciebie patrzy?
-Bartek wydaje ci się.- już miał i odpowiedzieć,
ale przerwała nam Natalia oznajmując, iż ktoś przyszedł.
Weszliśmy do salonu i zdębiałam, tak samo
jak i Bartek. Przed nami stali nasi rodzice..
-Czego tu szukacie?! -spytał lekko podenerwowany
mój brat.- Nikodem idź do pokoju.- polecił, a mały przerażony
całą sytuacją posłusznie poszedł.
-To nasz wnuk? -spytała moja matka.
-Nie, to nie jest wasz wnuk. To syn Marcysi. Ale nie
jest waszym wnukiem, tak samo jak my nie jesteśmy już waszymi
dziećmi.-Kurek był coraz bardziej zdenerwowany, Natalia ulotniła
się, a ja nadal stałam zszokowana.
-Mamy nadzieję, że jesteście szczęśliwi.
-Owszem, jesteśmy..Bez was.
-Bartuś, kochanie wybaczcie nam.
-Wybaczcie?! Zdajesz sobie sprawę o co ty nas
prosisz? Olaliście nas 10 lat temu. Tak po prostu wyjechaliście.
Wiecie ile przeżyłem ja, a co dopiero Marcysia?! Nie było was,
kiedy najbardziej byliście potrzebni. Dla nas nie istniejecie.Co
wy... - kolejny raz dzisiejszego dnia Bartosz nie mógł skończyć
swojej wypowiedzi, bo znów ktoś zadzwonił do drzwi. Poszłam
otworzyć. Był to Zbyszek.
-Jak dobrze, że jesteś, Bartek tu zaraz wszystko
rozniesie, moi rodzice wrócili.- szepnęłam i szybko streściłam
Bartmanowi całą sytuację. Kiedy weszliśmy do salonu przywitał
się.
-Marcysia powiedz coś. Wybaczysz nam, chociaż ty?
-Ja...przepraszam, ale nie potrafię. - w tym
momencie wyszedł Nikodem. Przywitał się z tatą i
zawstydzony schował się za nim szepcząc, że on nie zna tych
państwa i nie chce żeby denerwowali wujka. Moi rodzice, w który
już dawno przestałam wierzyć próbowali rozmawiać z moim
synem,ale był nieugięty. W końcu nosił nazwisko Bartman.Po
dłuższej chwili, i kilkunastu groźnych spojrzeniach Bartosza,
państwo Kurek opuścili nasz dom. Nikt nie miał wtedy głowy, żeby
zapytać skąd mają nasz adres. Razem z Zibim postanowiliśmy
przełożyć nasz wyjazd na następny tydzień. A ja wiedziała, że
na pewno jeszcze kilka razy Bartek będzie mnie uprzedzał, żebym
nic głupiego i wbrew swojej woli nie zrobiła.
*************************
Hej! Witam was ponownie ;)
No cóż... chyba nikt się nie spodziewał takiego obrotu sprawy...
Jak myślicie, czy Bartek i Marcysia powinni chociaż spróbować wybaczyć rodzicom?
wtorek, 3 maja 2016
4.
*4 miesiące późnej*
-No weźże mi powiedz -odkąd ja i Zbyszek dowiedzieliśmy się, że Nikodem podsłuchiwał mnie i Natalię nie daje mi spokoju.
-Boże, jaki ty jesteś irytujący. Nie powiem ci o czym rozmawiałyśmy. To jest moja sprawa.
-Ale gadałyście o mnie. I powinienem...
-Mama powiedziała, że za tobą szaleje czy coś.-wtrącił się nasz syn.
-Nikodem!
-Na prawdę tak jest?- spytał zdziwiony Bartman.
-Oczywiście, że nie.
-Mamo, a mówiłaś, że nie wolno kłamać.
Dzieci czasem za dużo mówią. Okazało się, iż naszą rozmowę 'przypadkiem' słyszała Aśka. Pokłóciła się o to ze Zbyszkiem, który przejrzał na oczy i zerwał z nią o czym mnie poinformował. Cała w skowronkach weszłam do salonu fryzjerskiego.
-Co ty taka zadowolona?-spytała Gabrysia.
-Zbyszek zerwał z wiedźmą.
-No, to niedługo będziesz panią Bartman?
-Przecież mu na mnie nie zależy. Łączy nas tylko Nikodem.
-No jasne. Ciekawe kto w ostatnim czasie przebywał więcej ze Zbyszkiem. Ty czy Aśka?
-To o niczym nie świadczy. Po prostu Zbyszek potrzebował wsparcia, którego Aśka nie potrafiła mu dać.
Po skończonej pracy zabrałam ze szkoły Nikodema. Po drodze spotkaliśmy nie kogo innego jak Bartmana. Poszliśmy na krótki spacer. Rozmawialiśmy trochę o tym co było, o siatkówce, nawet o Michalskiej, gdy ni stąd i zowąd Zbyszek wypalił:
-Pojedźmy na wakacje, we troje...
-W listopadzie? Jest zimno, poza tym nasz syn ma szkołę.
-No to chociaż na weekend, do moich rodziców, co ty na to? Wiedziałem, że się zgodzisz!-pocałował mnie w policzek
-A-alle
-No to ja do nich zadzwonię a wy się pakujcie. Wyjeżdżamy w piątek po południu.
-Ale jak to! Przecież jutro jest piątek, Zbyszek! -nie usłyszał, bo pobiegł pożegnać się z synem.
***********
No hej! Ciekawe czy ktokolwiek pamięta tego bloga?
Subskrybuj:
Posty (Atom)