niedziela, 8 maja 2016

5.

Weszłam, a raczej wbiegłam z Nikodemem do domu. Nigdzie nie było Bartka ani Natalii. Zaczęliśmy się pakować. tzn. ja pakowałam ubrania,  Niko zabawki. Kiedy kończyliśmy usłyszałam za sobą głos
-A gdzie państwo się wybierają? -zapytał z udawaną złością Bartosz.
-Wujku jadę na weekend do dziadków do Warszawy, razem z tatą i mamą super no nie?
-No pewnie, że super! Słuchaj, ciocia ma w kuchni pyszne ciasto leć do niej, a ja pogadam z mamą.
No świetnie. Kolejne kazanie starszego i "mądrzejszego" brata -pomyślałam.
-Marcela znowu się w to pakujesz? Nie mam nic do Zbyszka, ale nie pamiętasz co było kilka lat temu? Znowu się zakochasz i.. - nie dokończył bo mu przerwałam.
-Bartek, ale ja go kocham cały czas. Nigdy nie przestałam. Ale on mnie nie kocha, łączy nas tylko Nikodem.
-Dobra, dobra ty myślisz, że ja nie wiem jak on na ciebie patrzy?
-Bartek wydaje ci się.- już miał i odpowiedzieć, ale przerwała nam Natalia oznajmując, iż ktoś przyszedł.
 Weszliśmy do salonu i zdębiałam, tak samo jak i Bartek. Przed nami stali nasi rodzice..
-Czego tu szukacie?! -spytał lekko podenerwowany mój brat.- Nikodem idź do pokoju.- polecił, a mały przerażony całą sytuacją posłusznie poszedł.
-To nasz wnuk? -spytała moja matka.
-Nie, to nie jest wasz wnuk. To syn Marcysi. Ale nie jest waszym wnukiem, tak samo jak my nie jesteśmy już waszymi dziećmi.-Kurek był coraz bardziej zdenerwowany, Natalia ulotniła się, a ja nadal stałam zszokowana.
-Mamy nadzieję, że jesteście szczęśliwi.
-Owszem, jesteśmy..Bez was.
-Bartuś, kochanie wybaczcie nam.
-Wybaczcie?! Zdajesz sobie sprawę o co ty nas prosisz? Olaliście nas 10 lat temu. Tak po prostu wyjechaliście. Wiecie ile przeżyłem ja, a co dopiero Marcysia?! Nie było was, kiedy najbardziej byliście potrzebni. Dla nas nie istniejecie.Co wy... - kolejny raz dzisiejszego dnia Bartosz nie mógł skończyć swojej wypowiedzi, bo znów ktoś zadzwonił do drzwi. Poszłam otworzyć. Był to Zbyszek.
-Jak dobrze, że jesteś, Bartek tu zaraz wszystko rozniesie, moi rodzice wrócili.- szepnęłam i szybko streściłam Bartmanowi całą sytuację. Kiedy weszliśmy do salonu przywitał się.
-Marcysia powiedz coś. Wybaczysz nam, chociaż ty?
-Ja...przepraszam, ale nie potrafię.  - w tym momencie wyszedł  Nikodem. Przywitał się z  tatą i zawstydzony schował się za nim szepcząc, że on nie zna tych państwa i nie chce żeby denerwowali wujka. Moi rodzice, w który już dawno przestałam wierzyć próbowali rozmawiać z moim synem,ale był nieugięty. W końcu nosił nazwisko Bartman.Po dłuższej chwili, i kilkunastu groźnych spojrzeniach Bartosza, państwo Kurek opuścili nasz dom. Nikt nie miał wtedy głowy, żeby zapytać skąd mają nasz adres. Razem z Zibim postanowiliśmy przełożyć nasz wyjazd na następny tydzień. A ja wiedziała, że na pewno jeszcze kilka razy Bartek będzie mnie uprzedzał, żebym nic głupiego i wbrew swojej woli nie zrobiła.
*************************
Hej! Witam was ponownie ;) 
No cóż... chyba nikt się nie spodziewał takiego obrotu sprawy...
Jak myślicie, czy Bartek i Marcysia powinni chociaż spróbować wybaczyć rodzicom?









4 komentarze:

  1. Ja na miejscu Bartka i Marcysi bym nie wybaczyła. Zostawili ich tak sobie na 10 lat i uważają że jak teraz wrócą bedzie super. Ciesze sie że Zbyszek zmodrzał i zerwał z Aską. Mam nadzieje że jednak pojadą na wakacje.
    Pozdrawiam i do astepnego :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny rozdział ;) Nie jest taki jak pozostałe :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na kolejny rozdział:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pomimo wszystko to ich rodzice... Może to bardziej skomplikowana sprawa i powinni z nimi pogadać na spokojnie. A przynajmniej w miarę spokojnie xd Nie mówię, że od razu wybaczać i być jedną wielką, wspaniałą rodzinką...
    Przełożony wyjazd do Warszawy... hm, co Ty tam znowu kombinujesz?
    czekam na kolejny ;**

    OdpowiedzUsuń